10.02.2015

Mango wraca do San Remo...

Dziś rozpoczęła się 65 edycja Festiwalu Piosenki Włoskiej w San Remo. To wieczór szczególny, bo wykonawcy oddają hołd gwiazdom włoskiej muzyki, których niedawno zabrakło - jedną z nich jest Pino Mango.
Artysta, którego utworami już się z Wami dzieliliśmy i który, mimo sławy, nadal mieszkał w swoim małym, rodzinnym Lagonegro w Bazylikacie. Także w ukochanej Bazylikacie, w Policoro, zagrał ostatni koncert, podczas którego zasłabł, śpiewając jeden ze swoich największych hitów - "Oro"... Chwilę później zmarł.

Mango występował w San Remo siedmiokrotnie, dwa razy był też obecny jako twórca piosenek innych wykonawców. Dziś wraca na festiwal, ale niestety nie tak, jak chcielibyśmy go tam zobaczyć i usłyszeć... Dziś wspominają go przyjaciele, artyści i fani - i my też się w to wspólne wspominanie włączamy.

Policoro, 07.12.2014 - ostatni koncert Mango...


Muzyka Mango towarzyszyła nam od zawsze. Jego piosenki były idealnym muzycznym tłem dla naszych niezliczonych podróży po Bazylikacie - gdy dopiero odkrywałam ten tajemniczy region, a także potem, gdy przygotowywałam się do egzaminu przewodnickiego. Mango jest wspaniałym towarzyszem podróży - długie godziny na lotnisku, w samolocie czy pociągu, w drodze z Polski do Bazylikaty, umilał mi właśnie jego głos. Z każdą piosenką byłam bliżej i z każdą piosenką bardziej otulała mnie śródziemnomorska magia, tak bardzo charakterystyczna dla jego twórczości.

Ta sama magia porwała nas, gdy wracając nad ranem z wesela przyjaciół w mojej rodzinnej Łodzi... usłyszeliśmy w taksówce głos Mango! Kierowca nie wiedział, że wiezie polsko-włoską parę i że włoska połowa tego duetu pochodzi z Bazylikaty, tak jak Mango. My nie wiedzieliśmy, że nasz taksówkarz pracował we Włoszech i to wtedy twórczość artysty tak bardzo go zachwyciła, że słucha jej do dziś - a razem z nim łodzianie, których wozi. Może ktoś z Was też kiedyś trafi do "śródziemnomorskiej taksówki" w Łodzi i zasłucha się w drodze na spotkanie lub do pracy?
My jesteśmy pewni, że ta muzyczna magia, niczym ścieżka dźwiękowa towarzysząca wyjątkowym chwilom, będzie z nami zawsze i przeżyjemy dzięki niej jeszcze wiele niepowtarzalnych momentów.

Ciao Pino!



Mango o Materze - podczas ostatniego koncertu w naszym mieście, na którym mieliśmy szczęście być:

Post użytkownika Sassi di Matera.


2 komentarze:

  1. Piękny głos i fantastyczny klimat. Przyznam, że nie znałam jego muzyki. Widziałam informcje o nagłej śmierci, ale kojarzyłam tylko nazwisko. Wielka szkoda, dwóch wielkich włoskich muzyków odeszło w krótkim odstępie czasu. Na szczęście muzyka jest nieśmiertelna :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Natalia, masz rację! A nie znałaś wcześniej jego muzyki pewnie dlatego, że Mango był zawsze trochę z boku głównego nurtu muzycznego we Włoszech, moim zdaniem jego niesamowity talent nie został w pełni doceniony przez świat muzyki i media, nie był promowany tak, jak na to zasługiwał. Ale na szczęście to wierna publiczność decyduje o sukcesie i tym, kto zapisze się na kartach muzycznej historii - a oddanych fanów nigdy Mango nie brakowało :)

    OdpowiedzUsuń